„Dlaczego to wszystko jest takie skomplikowane?”
„Dlaczego nie ma jednej przyczyny?”
„Dlaczego ciało choruje, skoro badania są w normie?”
Bo człowiek nie jest tylko ciałem.
Jesteśmy splotem myśli, emocji, przekonań i decyzji.
Historią własnych doświadczeń.
Historią rodu.
Zapisów, które często nosimy w sobie nieświadomie.
Do tego dochodzi rytm biologiczny – zsynchronizowany z naturą, światłem, porami roku. Nasze komórki reagują na napięcie, długość dnia, zmiany pola elektromagnetycznego. To nie metafora. To biologia.
A jeszcze głębiej – jesteśmy istotą duchową, która doświadcza życia poprzez ciało.
Ciało jest awatarem duszy.
Kiedy próbujemy rozwiązać problem tylko na jednym poziomie, gubimy całość.
Myśl generuje emocję.
Emocja zapisuje się w ciele.
Ten zapis staje się wzorcem.
Wzorzec wpływa na decyzje.
Decyzje budują rzeczywistość.
Jeśli przez lata żyjemy w napięciu, w lęku, w niezgodzie na siebie – organizm działa w trybie przetrwania.
A tryb przetrwania nie jest trybem regeneracji.
Dlatego choroba często nie zaczyna się w ciele.
Zaczyna się w przeciążonym układzie nerwowym.
W nieprzeżytej emocji.
W wewnętrznym konflikcie.
W życiu niezgodnym ze sobą.
Każdą terapię warto zaczynać od siebie.
Od pytania:
Czy ja w ogóle czuję siebie?
Czy żyję w swoim rytmie?
Świadomość to profilaktyka.
Uważność to medycyna.
Synchronizacja z naturą to regulacja układu nerwowego.
Człowiek jest systemem połączonych naczyń.
Duch wpływa na psychikę.
Psychika na układ nerwowy.
Układ nerwowy na hormony.
Hormony na narządy.
To jedna sieć.
I w tej sieci najważniejszym początkiem jesteś Ty.
Bo czasem największym aktem uzdrawiania
nie jest kolejna terapia,
ale moment, w którym przestajesz żyć przeciwko sobie.
A kiedy wracasz do siebie –
ciało często zaczyna wracać do równowagi razem z Tobą.
Z miłością,
Ola
